|
Bentley Mulsanne - Sześć i trzy czwarte |
|
|
|
|
Wpisał: Aga
|
Nie jest to niestety poziom średniego zużycia paliwa, lecz pojemność silnika nowego „wielkiego” Bentleya Mulsanne, który debiutował podczas konkursu elegancji w Pebble Beach, a następnie podczas IAA we Frankfurcie. Ponieważ jest to flagowy model tej marki, nie szczędzono niczego, by było to auto wyjątkowe pod każdym względem. Opracowano zupełnie nową płytę podłogową i wykorzystano najnowsze technologie – za wyjątkiem obszarów, które zgodnie z tradycją wymagały ręcznego kunsztu.
Tradycja była dużymi literami pisana również w dziale designu. Styliści pod kierownictwem Dirka van Braeckela mieli nie lada orzech do zgryzienia, bowiem w ramach nowoczesnej sylwetki wymagano od nich wpisania bentleyowskiego DNA. Stąd wielkie okrągłe reflektory główne, które przy dokładniejszym przyjrzeniu się im nafaszerowane są najnowocześniejszą techniką. To samo można powiedzieć o olbrzymich kołach z 20 względnie 21-calowymi felgami. Choć nadwozie wygląda jak odlane z jednolitego materiału, w rzeczywistości łączy stal, aluminium i materiały kompozytowe, zapewniając ogromną sztywność i relatywnie niską masę. Pod długą maską znalazła się widlasta ósemka o typowej dla Bentleya pojemności 6750 cm3, który za sprawą podwójnego turbodoładowania oddaje 512 KM i moment obrotowy 1020 Nm. Kiedy chcemy jeździć ekonomicznie, aktywna pozostaje tylko połowa cylindrów. Moc, poprzez 8-biegowy automat ZF, kierowana jest na koła tylne. Kierowca ma możliwość regulacji twardości pneumatycznego zawieszenia.
Wnętrze? – jego szyku nie da się opisać; raczej trzeba wsiąść, poczuć miękkość i zapach materiałów wykończeniowych. Wystarczy powiedzieć, żę jego wykonanie pochłania 170 roboczogodzin, co stanowi prawie połowę czasu, w jakim powstaje cały samochód. Oczywiście kryje ono w sobie najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny – w tym związany z komfortem i bezpieczeństwem jazdy.
Zapraszamy do galerii zdjęć |
|
Zmieniony ( 11.10.2009. )
|